Kiedy już się zabiorę do pracy ( zazwyczaj kiedy mam absolutnie wszystko
na ostrzu noża i nie mogę już sobie pozwolić na dalsze opóźnienia) jakoś idzie.
Ale jeśli tylko mój leniwy zadek odkryje, że ma parę godzin wolnego-
zapomnij o jakimkolwiek postępie w radzeniu sobie z nawałem wciąż
piętrzącej się pracy.
To będzie cud, jeśli będę miała wakacje letnie dla siebie i uniknę
kampanii wrześniowej...
W mojej głowie głos Finna z polskiej wersji jęz. "Tangled":
"NO KOBIETO NO!"
Koniec z tym, koniec powiadam. Jeszcze godzinkę sobie poserfuję
po necie w poszukiwaniu porad jak to mogę stać się piękna, cudowna,
szczęśliwa i ach ach i biorę się do pracy.
po necie w poszukiwaniu porad jak to mogę stać się piękna, cudowna,
szczęśliwa i ach ach i biorę się do pracy.
Albo nie.
Interświecie, opuszczam Cię!
Chociaż na parę godzin, żeby w końcu zagonić leniwy zadek do roboty.
Jeśli w tym czasie będę w stanie słuchać tej ładnej brunetki o miłym głosie,
która z anielską cierpliwością opowiada mi o swojej codziennej pięlęgnacji
wszystkiego, co tylko można pielęgnować z youtube'owego okienka,
to dobra moja. A jeśli nie- cóż.
która z anielską cierpliwością opowiada mi o swojej codziennej pięlęgnacji
wszystkiego, co tylko można pielęgnować z youtube'owego okienka,
to dobra moja. A jeśli nie- cóż.
Zadowolę się myślą o tym, że pan H. będzie na mnie może troszeeeczkę mniej zły,
kiedy przyniosę
kiedy przyniosę
mu pełen zakres, o który mnie prosił, a właściwie wzywał moją będącąc
na niekończących się wakacjach motywację do powrotu i zajęcia się zaległościami.
na niekończących się wakacjach motywację do powrotu i zajęcia się zaległościami.
Odchodzę z ciężkim sercem i pustym studenckim żołądkiem, w nadzei że uda mi sie
zagonić siebie do roboty...
zagonić siebie do roboty...